niedziela, 1 marca 2015

Mały głód.

Niedziela.
7 rano (więc i tak bez tragedii).
Wiem, że nie śpią ale liczę, że jeszcze przez chwile nie zauważą, że ja tak... :p

Nagle z łazienki słychać rozpaczliwe:
"Mamo, mamo... Mamooooo.....!!!"

Idę.
W łazience zastaję Franka siedzącego na podeście do umywalki.
Nic się oczywiście nie dzieje.
Franko natomiast, widząc mnie, z autentycznym zdziwieniem w głosie pyta:
"O! Wstałaś?"

Ja: Wstałam.
Franko: A dlaczemu?
Ja: Bo mnie wołałeś synku.
Franko: Czemu?
Ja: To ja się pytam czemu mnie wołałeś...?
Franko: Bo tak.
Ja: Świetnie. Czy ja wobec tego mogę wrócić do łóżka?
Franko: Yyy... Tak.

Idę.
Siadam na łóżku (nie zdążyłam się położyć).

Franko: Mamo, mamoo, mamoooooo.....!!!!"

Idę.
Siedzi dalej w tej łazience ale tym razem na małej buźce nie maluje się już zdziwienie a czyste oburzenie:

 "A ŚNIADANIE?!?"

I nie ma to tamto...!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz