wtorek, 17 marca 2015

Jak w dwóch słowach podsumować matczysko.

Zbieram się do pracy.
Pierwszy raz w tym roku zamierzam do tej pracy dotrzeć na rowerze zatem kręcę się po mieszkaniu w kółko, trzeci raz pakując i przepakowując potrzebne rzeczy ze wszystkich toreb w jakiś durny plecak.
Tymo siedzi na kanapie i patrzy.
Już wie, że matce się nie wchodzi w drogę w takich sytuacjach ;)

Ja finiszuję. 
Zadowolona przymierzam wypchany do granic możliwości plecak. 
Efekt rozczarowuje mnie dość mocno zatem stwierdzam:
"Cholera! Ale to ciężkie i niewygodne!!!"

Na co znudzony Tymo odpowiada: 

"No. Najgorzej."

:D



niedziela, 15 marca 2015

Naleśniki

Zrobiłam sobie naleśniki.
Klasycznie, 7 razy zapytałam czy chcą. 
Nie chcieli.

Jak tylko usiadłam przy stole chcieć zaczęli. 
Naleśniki zabrali. 
Wszystkie.
Zażądali posypania cukrem pudrem.
Zjedli.


Nagle, usmarowany cukrem pudrem po uszy Tymo, pyta: 
Mamo a dlaczego ty nam oddałaś swoje naleśniki?
Ja: Bo was kocham.
Tymo: Ja też cie kocham.
Ja: A oddałbyś mi swoje naleśniki?
Tymo: No nieee... Naleśników nie. Ale kocham cie tak bardzo, że oddam ci całą zupę! 

:D








niedziela, 1 marca 2015

Mały głód.

Niedziela.
7 rano (więc i tak bez tragedii).
Wiem, że nie śpią ale liczę, że jeszcze przez chwile nie zauważą, że ja tak... :p

Nagle z łazienki słychać rozpaczliwe:
"Mamo, mamo... Mamooooo.....!!!"

Idę.
W łazience zastaję Franka siedzącego na podeście do umywalki.
Nic się oczywiście nie dzieje.
Franko natomiast, widząc mnie, z autentycznym zdziwieniem w głosie pyta:
"O! Wstałaś?"

Ja: Wstałam.
Franko: A dlaczemu?
Ja: Bo mnie wołałeś synku.
Franko: Czemu?
Ja: To ja się pytam czemu mnie wołałeś...?
Franko: Bo tak.
Ja: Świetnie. Czy ja wobec tego mogę wrócić do łóżka?
Franko: Yyy... Tak.

Idę.
Siadam na łóżku (nie zdążyłam się położyć).

Franko: Mamo, mamoo, mamoooooo.....!!!!"

Idę.
Siedzi dalej w tej łazience ale tym razem na małej buźce nie maluje się już zdziwienie a czyste oburzenie:

 "A ŚNIADANIE?!?"

I nie ma to tamto...!