czwartek, 30 października 2014

Śniadanie mamy.

Robię sobie śniadanie.
Pytam Młodszego: Franko zjesz ze mną jajecznice?
Franko: Nie!!! Ja nie chce nicy (jajecznicy)!!! Nie chcę! Nie chcę!
Ja: Na pewno? Będę miała chrupkie pieczywko...
Franko: Nieee...! Nie chcę, nie chcę!!! Chcę auto! 
Ja: Ok. Żeby potem nie było...

Po tej wymianie zdań następuje 15 min awantury, o to, że on jeść nie będzie... 
Nie żebym go namawiała. On już tak ma, że lubi poprzeżywać...

W między czasie ja siadam do stołu z gotową już jajecznicą i próbuję chociaż zacząć jeść.

Franko: Mogę tulać?
Ja (wciągając Gamonia na kolana): A zamierzasz się przytulać do mojego śniadania...?
Franko: Cio?
Ja: Nieważne synku.
Franko: O! Cio masz? 
Ja: Synu. Pytałam. Nie chciałeś.
Franko: Chćeeeem!
Ja: I co? Teraz mi zjesz całe śniadanie?
Franko: Tak.
Ja: Super.
Franko: To nie zupe mamo!!! To nice (jajecznicę) ja jem! 


Kiedy ja się nauczę...




... że to się zawsze tak kończy...?



1 komentarz: