środa, 19 lutego 2014

Dziś całkiem na poważnie.

Przeczytałam ostatnio w internecie mądrą rzecz.
Aż się sama zdziwiłam, że w internecie można jeszcze znaleźć coś mądrego ale okazuje się, że czasem jeszcze tak... :)
To mądre coś było kawałkiem rozmowy, konwersacji a może propozycją testu... Trudno mi to zdefiniować zatem przytoczę tłumaczenie:

- Weź w ręce talerz.

- Mam.
- Rzuć nim o podłogę.
- Zrobione.
- Zbił się?
- Zbił.
- To go teraz przeproś.
- Przeprosiłem.
- I co, poskładał się na nowo?
- No nie.
- No właśnie.

Dało mi to bardzo mocno do myślenia...

Bo przecież tak właśnie funkcjonuje świat. Tak właśnie wszyscy funkcjonujemy, że robimy ludziom przykrości, świństwa, sprawiamy im smutek i ból, po czym wymawiamy magiczne "przepraszam" i wydaje nam się, że jest po problemie...

A przecież wszyscy wiemy, że tak nie jest. Każdy z nas kiedyś czuł się przez kogoś skrzywdzony i każdy z nas wie, że o ile słowo "przepraszam" faktycznie wiele znaczy, to niestety nie jest w stanie wymazać tego co się stało.


Myślę dziś o tym intensywnie w kontekście wychowania.

Bo czy to przypadkiem nie wina nas- rodziców, że dzieciaki wyrastają na takie nieczułe potworki?
Bo przecież od najmniejszego wpajamy dzieciakom model:

Uderzyłeś- przeproś. 

Po czym wracaj się bawić...

Ale z drugiej strony jak wytłumaczyć 3 latkowi, że jeśli uderzy młodszego brata, robi mu krzywdę, że to niebezpieczne, że tym samym sprawia, że brat zaczyna się go bać i przed nim uciekać, że tak nie wolno...?

Zrozumie...? Pewnie nie.
Przecież łatwiej jest na takim Gamoniu wymusić buziaka w czółko, puszczenie w eter "przepraszam" i po kłopocie!
Ale po 15 minutach problem wraca i mechanizm się powtarza.

Oznacza to niestety, że niczego się ten młody człowiek nie nauczył poza tym, że jak komuś zasadzi kopa to musi powiedzieć szybko to słowo na "P" inaczej matczysko będzie się wściekać...


Dlatego od dziś postanawiam tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć!

Uświadamiać, że uczucia innych są ważne!
Mówić do bólu o konsekwencjach sprawiania komuś przykrości i krzywdy.
Bo wiecie co?
Bardzo bym chciała, żeby moje dzieci wyrosły na ludzi będących wstanie dojrzeć obok siebie drugiego człowieka i uszanować jego potrzeby i uczucia!







sobota, 15 lutego 2014

Dziecięca szczerość :)

Dla wprowadzenia- ja zawsze na początku rozmowy telefonicznej mówię
"Dzień dobry (przedstawiam się), czy ja nie przeszkadzam?"

Tymo bawi się starym telefonem komórkowym, takim z klapką... Wiecie, szał ciał... :)
Gamoń nie może zrozumieć, czemu wolę taki mój zwykły płaski telefon od takiego super extra z klapką i antenką...
Zrozumiałby, gdybym mu go włączyła... :)

W każdym razie bawi się i słyszę:

"Dzień dobry. Tu Tymek. Będę pani teraz trochę przeszkadzać, ok?"

:)



Teraz Tymo skończył już załatwiać interesy przez telefon z panią, której trochę przeszkadzał i postanowił pobiegać.
W pewnym momencie okazało się, że biegać byłoby chyba jednak fajniej z telefonem mamy bo on lepiej pasuje do opaski na ramię. 
Zaczyna zatem:

Tymo: Mamusio...
Ja: Mhm...?
Tymo: Mogę pożyczyć chwuj telefon? (nie wiem czemu Tymo ciągle wymawia "twój" w sposób przypominający raczej nieparlamentarne określenie męskiego przyrodzenia...:p)
Ja: A po co?
Tymo: Bendem biegać w wyścigu!
Ja: Aaa no to możesz tylko uważaj.
Tymo (uzbrojony w moją opaskę i telefon, biega i krzyczy): 

Biegam z ch**em, biegam z ch**em!!!

Ja: Synuuuuu...! Mówi się z TWOIM! 

:D


środa, 12 lutego 2014

Znowu chorutki...

Tymo znowu chory.
Tym razem choroba dopadła go od strony ucha więc boli bardzo. Tak bardzo, że ucha nie można dotknąć, nie można się do niego zbliżać ani wydawać żadnych głośniejszych dźwięków w jego pobliżu.
Spoko tylko kto to wytłumaczy Mańkowi...?
Jak to kto?

Mama!

Tymo: Mamo możesz zabronić Maniowi tak głośno mi tu gadać?
Ja: No nie mogę raczej.
Tymo: Dlaczemu?
Ja: No bo przecież nie mogę mu całkiem zabronić się odzywać! Mogę go co najwyżej poprosić, żeby był ciszej ale wątpię, żeby zrozumiał...
Tymo: Dlaczemu?
Ja: Bo on mały jest przecież i nie rozumie jak mu się mówi, że nie wolno...
Tymo: Mamo a możemy go trochę dorosnąć?
Ja: Co zrobić?
Tymo: No żeby nie był taki mały już.
Ja: No tak to się synu nie da. Na to trzeba czasu...
Tymo: Na co?
Ja: No na to, żeby Manio urósł...
Tymo: A dlaczego Manio ma urosnąć?
Ja: Ło matko... Z tobą to dziś nie idzie gadać...
Tymo: Kto idzie? Ktoś do nas przyjdzie?

Zawsze mówiłam, że z chorym facetem się nie dogadasz ;)