wtorek, 30 grudnia 2014

Sposób na tatę rano :)

6:30
Wstaję do pracy.
Cała święta trójca chrapie.
Myje się cichutko, suszę włosy na najniższych obrotach suszarki i ubieram się na paluszkach.

7:05
Dalej chrapią.
Robię sobię kawę i siadam pod kocem na kanapie. 
Jest ciemno i cicho.
Nic mi się nie chce.
Przy trzecim łyku słyszę tupot małych stópek.
Tymo.
Bez słowa wdrapuje mi się na kolana, wciska pod koc i wtula. 
Jest idealnie.
Byle tylko za chwilę nie zaczął gadać i nie obudził reszty...

Wytrzymał 20 sekund.
Tymo: Cześć. Wstałaś?
Ja: Wstałam. Idę do pracy.
Tymo: A tata?
Ja: Tata śpi.
Tymo: Dobrze. Zaraz go obudze.
Ja: Nie. Daj mu pospać. Włączę ci bajkę. 
Tymo: Sam mam oglądać?
Ja: No.
Tymo: Nie lubię.
Ja: Tylko chwilę. Przecież zaraz wstaną. 
Tymo: Pojdę i powiem tacie, że zrobiłem mu kawe.
Ja: Przecież nie zrobiłeś.
Tymo: No tak. Tata wstanie, zobaczy, że nie zrobiłem to sam sobie zrobi ale będzie już wstanięty.

Paskuda z niego co? ;)

Bo moje dzieci są grzeczne jak aniołki...
...ale tylko kiedy śpią :)




sobota, 22 listopada 2014

Zrozumieć kobietę...


Ja: Tymcik choć, pomóż mi sprzątać puzzle.
Tymo (udaje, że nie słyszy): Mamo a wiesz jak się nazywają moje nowe auta...?
Ja: Tymcik nie czaruj. Choć posprzątać puzzle!
Tymo: Za chwilkę, muszę jeszcze znaleźć część mojego toru... 

Ja (kończąc sprzątać puzzle): Dzięki synu za pomoc w sprzątaniu puzzli.
Tymo: Przecież Ci nie pomogłem to czemu dziękujesz?
Ja: To był sarkazm synu.
Tymo: Co...? (po chwili namysłu) Ja to czasem nie rozumiem co ty mi mówisz mamo...
Ja: Bo jestem od ciebie troszkę starsza i odrobinę mądrzejsza synku.

Tymo: Nie. Bo ty jesteś kobietą.
Kurtyna.



piątek, 7 listopada 2014

KartoFELKI :)))

Mamy sukces. 
Franko śmiga bez pieluchy.
Ponieważ sukces liczy sobie niecałe 2 tygodnie, wciąż jeszcze 150 razy dziennie trzeba Gamonia pytać czy przypadkiem, akurat w tym momencie, nie chce mu się siusiu.

Wysadzam dziś Franciszka.
Robię to po raz czwarty odkąd wróciłam z pracy a było to całe 15 min temu.
Wydurniam się więc troszeczkę mówiąc:
"No synek odcedzamy kartofelki..."
Na co oburzony Franciszek odpowiada:

"Felki? FELKI?!? Nie mamo! Jeden jest Felek u Cioci!!!" 

:)




czwartek, 30 października 2014

Śniadanie mamy.

Robię sobie śniadanie.
Pytam Młodszego: Franko zjesz ze mną jajecznice?
Franko: Nie!!! Ja nie chce nicy (jajecznicy)!!! Nie chcę! Nie chcę!
Ja: Na pewno? Będę miała chrupkie pieczywko...
Franko: Nieee...! Nie chcę, nie chcę!!! Chcę auto! 
Ja: Ok. Żeby potem nie było...

Po tej wymianie zdań następuje 15 min awantury, o to, że on jeść nie będzie... 
Nie żebym go namawiała. On już tak ma, że lubi poprzeżywać...

W między czasie ja siadam do stołu z gotową już jajecznicą i próbuję chociaż zacząć jeść.

Franko: Mogę tulać?
Ja (wciągając Gamonia na kolana): A zamierzasz się przytulać do mojego śniadania...?
Franko: Cio?
Ja: Nieważne synku.
Franko: O! Cio masz? 
Ja: Synu. Pytałam. Nie chciałeś.
Franko: Chćeeeem!
Ja: I co? Teraz mi zjesz całe śniadanie?
Franko: Tak.
Ja: Super.
Franko: To nie zupe mamo!!! To nice (jajecznicę) ja jem! 


Kiedy ja się nauczę...




... że to się zawsze tak kończy...?



poniedziałek, 20 października 2014

Gdzie moje lego?

Nową wielką miłością Gamoni jest lego.
Ludziki, motory, auta, statki, rakiety i pierdylion maleńkich części. 
Wszędzie.
I to się gubi bez przerwy.

A jak się zgubi, to oczywiście co?

Awantura.

A skąd ja mam wiedzieć gdzie jest szybka od czerwonego kasku (jakieś 5mm wielkości), pocisk do wyrzutni czy lampka do bazy batmana...?

Aaa... To już twój problem matka.
Ja chcę- ty szukasz.

Dziś szukam ludzika więc nie jest najgorzej (jakieś 1,5cm wielkości).
Chodzę, kręcę się, zaglądam pod każdą poduchę, przewalam trzeci raz pudełko z klockami.
Nie ma.

W końcu poirytowany czekaniem Tymo zwraca się do mnie: 

"Mamo ale ty się skup!
Jak tak będziesz tylko chodzić w koło, to my go nie znajdziemy do wczoraj!"

Kierownik kurde.








niedziela, 12 października 2014

Łasuch!

Niedzielny obiad u babci = znacznie więcej słodyczy niż zazwyczaj.

Znacznie więcej ale niestety nie wystarczająco by zaspokoić niekończący się apetyt moich łasuchów...

Tymo (po zjedzeniu tony słodyczy): Mamo mogę jeszcze jedną gwiazdkę? 
Ja: Nie Tymciu. Wystarczy. 
Tymo: Ale mamooo... Tylko jedną!
Ja: Nie skarbie. Nawet się do nich nie zbiżaj.
Tymo (skradając się co raz bliżej pudełka z czekoladkami): Już ostatnia mamo... Obiecuję!
Ja: Synu! Mowy nie ma! Jeśli weźmiesz sobie gwiazdkę bez pytania, będzie kara.
Tymo: Ale jak to bez pytania? Przecież ja pytam!

Aaaaaa...! Zwariuję z nimi! ;))))


❤️


sobota, 11 października 2014

Weekend!

Sobota. 
Jedyny dzień kiedy teoretycznie można by było pospać dłużej niż do 6.
No właśnie. 
Teoretycznie.

5:50
Franko: Mamo jajaj (wstawaj) chce selek!!!
Udaje, że nie słyszę.
Franko: Mamooooo seleeeek! 
Dalej się łudzę, że odpuści, jak nie zareaguję.
Franko (ochoczo waląc drzwiami lodówki w parapet): 
Mamoooo, mamoooooo SE-LEK, SE-LEK!!!

Wstałam. 
Ciemno.
Człapię.

Ja: Synuuu... Przecież jest jeszcze noc... Zobacz jak jest ciemno... 
Franko: Ja nie chcę noc! Ja chce selek!
Ja (zrezygnowana wręczając Gamonowi serek): No dobra, dobra... Masz.
Franko (wkraczając z serkiem do salonu): O! Ciemno!
Ja: No ciemno człowieku... Przecież ci mówiłam, że jest noc...
Franko: Nie chcę noc! Ja nie chcę noc!!!
Ja: A co ja mam ci niby zrobić z nocą?!?
Franko: ZAPAL!!! 


Cwaniak :)


piątek, 26 września 2014

Matka w pracy.

Minęły 3 tygodnie odkąd matczysko wróciło do pracy. 
Nie żeby na trochę, jakoś stopniowo, na próbę czy coś. 
To by było nie w moim stylu...
Wróciło tak po całości, na etat pełen i to chyba nawet zbyt pełen...
Tak gwoli ścisłości nie wróciło, a do pracy poszło. Bo praca nowa całkiem i wszystko całkiem nowe.
Zatem z grubej rury i na głęboką wodę.

I żyję od 3 tygodni w jakimś matrxie jak boga kocham, bo dni się zlewają w jedno, a ja lawiruję między dwoma światami nie ogarniając żadnego z nich. 

A miało być pięknie, wiecie...?

Oczami wyobraźni widziałam się w roli "matki idealnej", która to spędziwszy większość dnia w pracy, po powrocie znajduje czas na zabawy z dziećmi, sprzątanie, gotowanie, męża, sport i jeszcze pisanie bloga.

Taaaa... 

 No to albo to jest jakaś kosmiczna ściema albo zdecydowanie daaalekooo mi do "matki idealnej". 
Po powrocie z pracy nie mam siły na nic. 
Sadzam tyłek na kanapie i jęczę, żem zmęczona. Resztki przyzwoitości nakazują mi zrobić dzieciom zupę raz na tydzień i wstawić 2 prania. Ewentualnie ze strategicznej pozycji siędząco-kanapowej komunikuję Mężowi co jest jeszcze do zrobienia, a na co ja już absolutnie nie posiadam sił (ps. Dzięki Kochanie!).

Każda doświadczona, pracująca matka Wam powie:
"To wszystko kwestia organizacji!"

Może.


Dla mnie z perspektywy tych 3 tyg to kwestia priorytetów.
Wyższe priorytetem jest wstawienie prania (coby mieć do pracy czyste skarpetki) niż wytarcie kurzu z szafki. 
Kurz nikogo chyba jeszcze nie zabił. Prawda...?

... i tu muszę Was przeprosić, bo z tego co napisałam powyżej wynika, że jesteście mało ważni ale wiecie jak jest. ...te czyste skarpetki... ;)

W każdym razie nie martwcie się za bardzo. Tak samo jak na bloga, brakuje mi też czasu na odpoczywanie, zmywanie, prasowanie, czytanie książek, spotkania z przyjaciółmi, fitness, bieganie i całą resztę wszystkiego, co robiłam przez ostatnie 4 lata.
Poza moimi Chłopakami ofkors.
Na nich znajduje siły nawet jak wracam do domu podpierając się nosem...

Ale to mi musicie wybaczyć. Im się nie da odmówić... :)



Tymczasem żyję nadzieją, że kiedyś może jednak zacznę ogarniać ten mój życiowy matrix i wtedy obiecuję, że znajdę więcej czasu na mojego kochanego bloga :)


piątek, 1 sierpnia 2014

Kto w tym domu jest dorosły?

Tymo: Wiesz mamo, jak byłem dzieckiem to się bałem burzy. Jak Flanek.
Ja: Mhm. A teraz jaki jesteś?
Tymo: Dorosły!
Ja: To skoro ty jesteś dorosły to jaka ja jestem?
Tymo: No... No, bardziej dorosła!
Ja: Aha... A babcia?
Tymo: Oj... Babcia to już jest taka starawa!
Ja (śmiejąc się): Ale żeś wymyślił!
Tymo: Czemu się śmiejesz?
Ja: Bo mówisz śmieszne rzeczy.
Tymo: Nie mówię! (chwila namysłu z miną srającego kotka na kanapie) 

...wiesz mamo, jak ja już będę całkiem dorośnięty to zostanę kowbojem albo kosmitom i będę mieć kapelusz albo taki duży hełm i ty się nie będziesz ze mnie wtedy śmiać!!! 






sobota, 26 lipca 2014

Tymo wie lepiej co autor miał na myśli... ;)

Bawimy się.
Czasem jak się z nimi bawię, próbuję ich czegoś nauczyć.
Tylko czasem. 
Daleko mi do matki idealnej, przemycającej swoim dzieciom cenną wiedzę na każdym kroku :)
To że próbuję ich czegoś nauczyć nie oznacza niestety, że zawsze mi to wychodzi... ;)

Ja: Chłopaki a pamiętacie? Stoi na stacji lokomotywa...
Tymo: Ja wiem, ja wiem! ...CIĘŻKA I DUŻA... I ŚMIERDZI POTEM!!! 

Miłego dnia! :)






środa, 16 lipca 2014

Przełomowo.

Mało nas znowu ostatnio ale nadszedł czas zmian.
Tymo dwa dni temu skończył 4 latka (rety kiedy to śmignęło?!?), tego samego dnia jego Tata skończył dużo więcej ale nie będziemy mu już przypominać ile ;) 

W prezencie urodzinowym Tymo dostał nowy rower. Duży, z pedałami i hamulcami i w ogóle szał ciał ;)
Tylko nagle się okazało, że ja już nie mam malutkich dzieci w domu. Wychodzę na spacer bez wózka, z dwoma rowerami... 
Ściska w dołku ;) 

Mamy też nianię, bo matczysko postanowiło wyjść w świat i trochę popracować skoro 4 lata "siedziało i opierdzielało" się w domu ;)

Pani Niania też pewnie łatwo nie ma ;) 
Gamonie przechodzą bowiem aktualnie etap walki o swoje, nawet gdyby to miała być walka o skarpetki (czyt. tłuką się bez przerwy).
A! No i biedna musi nosić różowe bluzki do pracy bo Tymo sobie wymyślił, że jego niania:
"...ma być piękna jak mama, ma lubić grać w piłkę i ma nosić różową bluzkę!"

Ale generalnie jest dobrze!
Wreszcie mam poczucie, że robię coś ważnego, mimo, że nie czerpię z tego zbyt imponujących korzyści materialnych. Prawdę mówiąc, prawie żadnych... ;)
Niby trochę przykro, że chłopcy już takie stare konie ale z drugiej strony za nic bym nie oddała przesypianych przez nich nocy czy samodzielnie zjedzonych obiadów.

Life goes on! :)







środa, 9 lipca 2014

Bajka na dobranoc :)

Opowiadam Tymowi bajkę na dobranoc. 
Nagle Tymo wypala: "Mamo stop! Ja już pamiętam jak to było! Ja ci opowiem!"

...i kontynuuje Gamoń opowiadanie bajki:

"...i on wziął sierść kozy... I włożył kosiarkę do jej środka..."

:D

Tymcio zrobił z bajki makabreskę. 
A to bardzo znana bajka była. Kto wie jaka? :)



czwartek, 26 czerwca 2014

Glutki w nosie :)

Ciocia Malwina wysłała nam coś ze swojego prywatnego archiwum... :)
Filmik delikatnie rzecz ujmując zawstydzający ale za to mega śmieszny :D

Przedstawiam Państwu całą prawdę o glutkach w nosie Tyma:











poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dzień Taty!

Ja: Tymcio choć, pomożesz mi z ciastem.
Tymo: Ale mamo... bajkę mam!
Ja: Ale to przecież prezent od was dla taty!
Tymo: Przecież pobiłem jajka i miksowałem też!
Ja: Ale zostało jeszcze dużo pracy. No chodź! 
Tymo: Nie mogę!
Ja: A niby czemu?
Tymo: Bo moje rączki się już zmęczyły.
Ja: No moje też.
Tymo: To chodź do mnie na kanapę i na bajkę!
Ja: A ciasto?
Tymo: To dla taty ciasto i tata ma je zjadać tak?
Ja: No tak.
Tymo: No to tata jak wroci to zrobi i sobie zje!

:D




piątek, 6 czerwca 2014

Odgrzewany kotlet- czyli refleksja z Dnia Matki.

Nigdy nie mogłam zrozumieć na czym polega fenomen przedstawień przedszkolnych.
Przecież to tylko banda gamoni, wychodzi na środek małej gimnastycznej salki i średnio składnie, raczej nie za równo, nie do końca zrozumiale coś tam recytuje i śpiewa...
I o co takie halo?
W dodatku ci rodzice siedzą zapatrzeni, filmy kręcą, zdjęcia robią, łzy się leją... 
Masakra nie?

No masakra. Przyznaję. Ale nie zgadniecie co robiłam w ubiegły czwartek!
Siedziałam na ławeczce, ze łzami w oczach, przylepionym głupawym uśmiechem i oglądałam przedszkolny występ!

Dopiero teraz zrozumiałam, że to w cale nie o przedstawienie chodzi, nie ważne kto, kogo gra, co śpiewa! Nie ważne nawet w sumie co te dzieciaki tam pod tymi nosami mamroczą! 

Sam fakt, że twoje własne (przed chwilą takie maleńkie przecież) dziecko, wychodzi na środek gimnastycznej salki (w jego perspektywie nie takiej znowu małej) i całe przejęte występuje przed widownią! 

Nie boi się, nie wstydzi. Nagle takie się wydaje duże, mądre i dorosłe...
...i ta świadomość, że twoje dziecko w trakcie występu tak naprawdę szuka oczu tylko mamy i taty bo to wszystko dla nich. To w tych oczach najbardziej w świecie chce zobaczyć radość i dumę... 
Reszta się nie liczy.

Rety, to pewnie brzmi jak gadanie potłuczonej, nawiedzonej matki ale to jest chyba taki rodzaj uczucia, które jesteś w stanie zrozumieć tylko, jeśli masz dziecko. 
W przeciwnym wypadku to straszny bełkot ;)

W każdym razie pierwszy przedszkolny Dzień Matki za nami! 
Chciałam Wam nawet wrzucuć zdjęcia ale chyba mi się nie chce pytać wszystkich rodziców czy mogę pokazać ich dzieci więc zdjęć nie będzie. 
Mogę Wam tylko zagwarantować, że na przedstawieniu Tymo spisał się jak prawdziwy bohater! :)










sobota, 17 maja 2014

2!

Nikt chyba do końca nie wierzył, że wyrośnie z niego taki duży, silny, zdrowy i mądry Chłopiec.

Startując z wagą 1760g, w 2 lata dorobił się 13kg, pobijając wynik brata który na starcie ważył ponad 2 razy więcej!

Z całej masy chorób, zburzeń i nieprawidłowości została już tylko astma z którą radzi sobie niezwykle dzielnie.

Z chłopca robiącego wszystko ciut później, troszkę wolniej, odrobinę mniej sprawnie- teraz wyrósł Łobuziak, sprawnością i pomysłowością rozkładający rówieśników na łopatki!

Każdego dnia zaskakuje nas nowymi umiejętnościami, świeżo poznanymi słowami i kreatywnością w swoich (często nieco destrukcyjnych) działaniach ;)

Jednym słodkim uśmiechem sprawia, że cały świat staje się piękniejszy a jego "aj lulu" topi nam serducha każdego dnia... <3

Dziś z całą pewnością mogę powiedzieć, że mi wstyd!
Wstyd że nie wierzyłam. 
Że straciłam tyle czasu na wylewanie łez i zamartwianie się o to co będzie dalej, kiedy mój mały Bohater ze wszystkim poradził sobie tak wspaniale!

Dziś nie mogłam być bardziej dumna!

STO LAT SYNKU!!! :)





1 miesiąc/ 1 rok/ 2 lata
... strasznie badziewne teraz robią te zabawki... Co pranie nam się tak kurczy ;)





niedziela, 27 kwietnia 2014

Kreatywność!

"Chłopaki jak pobrudzicie łapki tym popcornem to marsz do łazienki i porządnie je umyć!"

A teraz pytanie za 100 punktów: 
Kreatywność po rodzicach czy może po naszym psiaku? ;)




piątek, 11 kwietnia 2014

Co ma miłość do kataru?

Po 2 miesiącach chorowania nikogo chyba nie zdziwię pisząc, że Tymkowi wystarczyły 3 dni w przedszkolu, żeby znowu coś złapać...?
Złapał.
Stan podgorączkowy i katar więc nie ma tragedii ale to już wystarczy, żeby Gamoń został w domu. Najlepsze jest to, że on w cale się nie zmartwił jako, że jego miłość do klocków lego kwitnie i możliwość siedzenia na górze piętrowego łóżka i tworzenia przeróżnych konstrukcji przez cały dzień tylko go cieszy.

Tymo: Mamusio dlaczemu ty mi zrobiłaś taką miłość i ja nie poszłem dziś do przedszkola?
Ja: Poszedłem i nie miłość, tylko masz katar!
Tymo: Jak jest katar to jest większa miłość?
Ja: Co?!? Nie! Tymcik, nie poszedłeś do przedszkola bo masz katar i nie chcę, żebyś się bardziej rozchorował rozumiesz?
Tymo: A jutro też nie pójdę?
Ja: Jutro jest sobota więc też nie pójdziesz. 
Tymo: A! Bo sobota to jest weekend! Weekend to jest taki na miłość i na jechanie do babci i na KATAR!

:)







czwartek, 27 marca 2014

Nic śmiesznego na stanie.

Dumam dziś od rana, co Wam tu napisać i nie wiem.
Pomysłów brak.
No chyba, żeby tak pomarudzić bo to, to ja mogę zawsze ale ile można...?

Patrzę więc na tego mojego Starszego Gamonia i tak sobie myślę:
"no weźże dziecko powiedz coś śmiesznego, przekręć jakieś słowo, pośpiewaj, potańcz... No cokolwiek to będę miała z bańki...!"

Ale nie. 
Mówić się nauczył ładnie, błędów robi co raz mniej, gadać mu się ze mną już z resztą nie chce... Bo ile można?!?
7 tydzień chorowania i siedzenia matką w domu to o czym tu z nią jeszcze gadać?

A matka marudzi. Jezu jak marudzi...
Aż wstyd!
Toż to przecie błogosławieństwo największe! Cud i miód, móc ze swoimi przecudnymi dziećmi być w domu i obserwować jak rosną, rozwijają się, bawią... Ach!
A te maleństwa takie niewinne, pachnące, gładkie i różowiutkie...! Jak tu się na nie złościć?

A ja się pytam jak ja mam się NIE złościć kiedy te śliczne, pachnące istotki właśnie użyły mojej szczoteczki do zębów w celu wyczyszczenia kół, bawiąc się w myjnie samochodową?

Jak rozłożyć siły kiedy jest się na nogach od 5:30 po nocy cogodzinnych wędrówek do dziecięcej sypialni...?

Jak zachować spokój zamiatając kuchenną podłogę, prawie w całości pokrytą rozsypaną przyprawą do ziołowego grilla?

Jak zimną krwią ściągać Młodszego Gamonia z parapetu co 5 minut...?

Jak nie podnieść głosu powtarzając 1578 raz, żeby wreszcie założyli skarpetki?


...i marzy matczysko tylko o chwili dla siebie. 
Bo o dniu bez dzieci to się nawet boi marzyć.

Ale z drugiej strony co ja bym niby zrobiła z takim dniem bez dzieci?

1. Mogłabym się wyspać ale trochę szkoda marnować wolny dzień na spanie, nie?

2. Mogłabym pójść na zakupy, żeby z nich wrócić z masą dziecięcych ciuchów i innych dzieciowych bzdetów jak zawsze.

3. Mogłabym posłuchać ulubionej muzyki. Tylko co tu wybrać, fasolki czy mini mini disco?

4. Mogłabym posprzątać no ale bez przesady aż tak powalona nie jestem!

5. Mogłabym pójść na spacer ale bez wózka, 20kg torby i rowerka pod pachą czułabym się chyba jak okradziona.

6. Mogłabym (i najpewniej to właśnie bym uczyniła) załatwić wszystkie swoje sprawy najszybciej jak to możliwe i popędzić do dzieci.

Bo kocham na zabój.

I nie wiem. 
Ja ciągle nie kumam jak to jest, że człowiek się najpierw roztyje jak prosiak, bo nosi w brzuchu. 
Potem wycierpi się przokrutnie bo trzeba to, to urodzić. 
Potem się da w połowie zjeść. 
Nie sypia, nie odpoczywa, nie wychodzi z domu, nie ma czasu na nic a i tak...
in the end of the day...  
powie ci, że TO, TO małe coś... 

...to najwspanialsze, co go w życiu spotkało...!!! :)



Ha!
A miałam nie marudzić! :D


sobota, 15 marca 2014

Jak się wymigać od sprzątania rzeczy na miejsce?

Taka o sytuacja na koniec zabawy :)

Ja: Ej, ej Tymcik...! Ale maskę odnosimy na miejsce!

Tymo: Zostawię ją tu tacie. To gdyby się chciał wieczorem zamienić w spidermana i dać ci buziaka do góry nogami!

<3





poniedziałek, 10 marca 2014

Bo ściana była za zimna!



Ja: Jezu chłopaki co to jest?!?
Tymo: Odgrodzenie.
Ja: Ogrodzenie?
Tymo: Acha.
Ja: Ale od czego?
Tymo: Od ściany!
Ja: Ale dlaczego od ściany? Nie podoba wam się nasza ściana?
Tymo: Nie podoba.
Ja: Ale dlaczego?
Tymo: Bo ona jest zimna!
Ja: I dlatego ją pozaklejaliście?
Tymo: No... Bo te naklejki są miłe wiesz?
Ja: No wiem, wiem... Ale one zupełnie nie do tego służą żabo...
Tymo: Wiem. One są do majtków ale na ściane są mi bardzo potrzebne!!! 






I w sumie nie ma się czym chwalić ale trzeba im przyznać, że wyobraźni to im nie brakuje... :D

środa, 5 marca 2014

Po dłuższej przerwie...

Dawno nas nie było bo bez przerwy jesteśmy chorutki... :(
Mam nadzieję, że niedługo moim chłopakom się to chorowanie wreszcie znudzi bo już zaczyna brakować nam pomysłów na zabawy w domu, w którym siedzimy uwięzieni od 3 tygodni... 

Póki co jedną z ulubionych zabaw jest...


Tymo: Mamo pobawimy się w chowanego?

Ja: Dobra.
Tymo: A w takiego pociemnionego się pobawimy?
Ja: Jakiego?
Tymo: No takiego bez lampy!
Ja: Aaa... No dobra.
Tymo: Tylko mamo. Ty nie panikuj bo ja trochę ściemniam.
Ja: Co robisz?!?
Tymo: No ściemniam! Światło mamo!!!

:)

środa, 19 lutego 2014

Dziś całkiem na poważnie.

Przeczytałam ostatnio w internecie mądrą rzecz.
Aż się sama zdziwiłam, że w internecie można jeszcze znaleźć coś mądrego ale okazuje się, że czasem jeszcze tak... :)
To mądre coś było kawałkiem rozmowy, konwersacji a może propozycją testu... Trudno mi to zdefiniować zatem przytoczę tłumaczenie:

- Weź w ręce talerz.

- Mam.
- Rzuć nim o podłogę.
- Zrobione.
- Zbił się?
- Zbił.
- To go teraz przeproś.
- Przeprosiłem.
- I co, poskładał się na nowo?
- No nie.
- No właśnie.

Dało mi to bardzo mocno do myślenia...

Bo przecież tak właśnie funkcjonuje świat. Tak właśnie wszyscy funkcjonujemy, że robimy ludziom przykrości, świństwa, sprawiamy im smutek i ból, po czym wymawiamy magiczne "przepraszam" i wydaje nam się, że jest po problemie...

A przecież wszyscy wiemy, że tak nie jest. Każdy z nas kiedyś czuł się przez kogoś skrzywdzony i każdy z nas wie, że o ile słowo "przepraszam" faktycznie wiele znaczy, to niestety nie jest w stanie wymazać tego co się stało.


Myślę dziś o tym intensywnie w kontekście wychowania.

Bo czy to przypadkiem nie wina nas- rodziców, że dzieciaki wyrastają na takie nieczułe potworki?
Bo przecież od najmniejszego wpajamy dzieciakom model:

Uderzyłeś- przeproś. 

Po czym wracaj się bawić...

Ale z drugiej strony jak wytłumaczyć 3 latkowi, że jeśli uderzy młodszego brata, robi mu krzywdę, że to niebezpieczne, że tym samym sprawia, że brat zaczyna się go bać i przed nim uciekać, że tak nie wolno...?

Zrozumie...? Pewnie nie.
Przecież łatwiej jest na takim Gamoniu wymusić buziaka w czółko, puszczenie w eter "przepraszam" i po kłopocie!
Ale po 15 minutach problem wraca i mechanizm się powtarza.

Oznacza to niestety, że niczego się ten młody człowiek nie nauczył poza tym, że jak komuś zasadzi kopa to musi powiedzieć szybko to słowo na "P" inaczej matczysko będzie się wściekać...


Dlatego od dziś postanawiam tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć!

Uświadamiać, że uczucia innych są ważne!
Mówić do bólu o konsekwencjach sprawiania komuś przykrości i krzywdy.
Bo wiecie co?
Bardzo bym chciała, żeby moje dzieci wyrosły na ludzi będących wstanie dojrzeć obok siebie drugiego człowieka i uszanować jego potrzeby i uczucia!







sobota, 15 lutego 2014

Dziecięca szczerość :)

Dla wprowadzenia- ja zawsze na początku rozmowy telefonicznej mówię
"Dzień dobry (przedstawiam się), czy ja nie przeszkadzam?"

Tymo bawi się starym telefonem komórkowym, takim z klapką... Wiecie, szał ciał... :)
Gamoń nie może zrozumieć, czemu wolę taki mój zwykły płaski telefon od takiego super extra z klapką i antenką...
Zrozumiałby, gdybym mu go włączyła... :)

W każdym razie bawi się i słyszę:

"Dzień dobry. Tu Tymek. Będę pani teraz trochę przeszkadzać, ok?"

:)



Teraz Tymo skończył już załatwiać interesy przez telefon z panią, której trochę przeszkadzał i postanowił pobiegać.
W pewnym momencie okazało się, że biegać byłoby chyba jednak fajniej z telefonem mamy bo on lepiej pasuje do opaski na ramię. 
Zaczyna zatem:

Tymo: Mamusio...
Ja: Mhm...?
Tymo: Mogę pożyczyć chwuj telefon? (nie wiem czemu Tymo ciągle wymawia "twój" w sposób przypominający raczej nieparlamentarne określenie męskiego przyrodzenia...:p)
Ja: A po co?
Tymo: Bendem biegać w wyścigu!
Ja: Aaa no to możesz tylko uważaj.
Tymo (uzbrojony w moją opaskę i telefon, biega i krzyczy): 

Biegam z ch**em, biegam z ch**em!!!

Ja: Synuuuuu...! Mówi się z TWOIM! 

:D


środa, 12 lutego 2014

Znowu chorutki...

Tymo znowu chory.
Tym razem choroba dopadła go od strony ucha więc boli bardzo. Tak bardzo, że ucha nie można dotknąć, nie można się do niego zbliżać ani wydawać żadnych głośniejszych dźwięków w jego pobliżu.
Spoko tylko kto to wytłumaczy Mańkowi...?
Jak to kto?

Mama!

Tymo: Mamo możesz zabronić Maniowi tak głośno mi tu gadać?
Ja: No nie mogę raczej.
Tymo: Dlaczemu?
Ja: No bo przecież nie mogę mu całkiem zabronić się odzywać! Mogę go co najwyżej poprosić, żeby był ciszej ale wątpię, żeby zrozumiał...
Tymo: Dlaczemu?
Ja: Bo on mały jest przecież i nie rozumie jak mu się mówi, że nie wolno...
Tymo: Mamo a możemy go trochę dorosnąć?
Ja: Co zrobić?
Tymo: No żeby nie był taki mały już.
Ja: No tak to się synu nie da. Na to trzeba czasu...
Tymo: Na co?
Ja: No na to, żeby Manio urósł...
Tymo: A dlaczego Manio ma urosnąć?
Ja: Ło matko... Z tobą to dziś nie idzie gadać...
Tymo: Kto idzie? Ktoś do nas przyjdzie?

Zawsze mówiłam, że z chorym facetem się nie dogadasz ;)