poniedziałek, 28 października 2013

Mówiłam Wam już, że nie lubię poniedziałków?

O taki właśnie wyśmienity humor towarzyszy nam dziś od rana:


A owe rano, dziś u nas już od dawna bo zaczęło się wtedy, kiedy dla większości była jeszcze noc...

Dzisiejszą pobudkę o godzinie 4 sponsorowała zmiana czasu, przy współpracy wyżynających się dwóch, dolnych, Franciszkowych czwórek...

Zatem krzyki, płacze, wrzaski i marudzenie mamy na poniedziałkowej tapecie...

Dziękuję niebiosom za mini mini i za to, że puszczają bajki o tak chorych porach... ;)




Bo balony dały radę uciszyć wyjca tylko na chwilę.




A jak się kończy wstawanie o tak nieludzkich porach...?
A kończy się tak, że ja- matka, nic jeszcze nie piłam bo jak zrobiłam sobie kawę, to przysnęłam na kanapie i mi wystygła a jak zrobiłam sobie herbatę, to zamiast jak to mam w zwyczaju nasypać sobie do niej przyprawy do grzańca, nasypałam sobie przyprawy do gyrosa... 

Tymek do godziny 8 zdążył zjesć 3 śniadania i rozwalić 3/4 swoich zabawek...

A Manio...
Manio się w tym wszystkim okazał chyba najmądrzejszy... ;)






4 komentarze:

  1. Oj tak! chwała za mini mini!!! dzięki temu mam godzinę rano dla siebie, mojej kawy, mojej kanapki i mojego prysznica :D
    Manio - MISTRZ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Odlot Frania najlepszy, mistrzu!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta zmiana czasu chyba nikomu na dobre nie wychodzi :P

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas dzieciaki jakoś przetrawiły to zmianę, za to ja chodzę nieprzytomna...

    OdpowiedzUsuń