niedziela, 25 sierpnia 2013

Tymosław i jego mądrości z ostatnich kilku dni :)

Tymo: Mamusiu pobawisz się ze mną?
Ja: Tak synku, tylko napisze jednego maila.
Tymo (po 10 sekundach): Mamusiu już się ze mną pobawisz?
Ja: Kotku, pobawię się jak dopiszę maila.
Tymo (po kolejnych 10 sekundach): Mamo... już napisałaś?
Ja: Tymcio jeszcze nie napisałam. Idź do swojego pokoju. Daj mi chwilkę...
Tymo (poszedł do pokoju, żeby od razu wrócić i zapytać): Mamo a długo jeszcze będziesz pisać?!?
Ja: Tymcik długo bo mi się nie dajesz skupić. Jak mi dasz chwilę spokoju to szybko napisze i będziemy się bawić...
Tymo (z miną teatralnie smutną): Dobrze... To jak już KUPISZ tego maila to do mnie przyjdź! 


Tymo maluje farbami. 
Wymyślił sobie taką fantastyczną zabawę, w maczanie pędzla we wszystkich kolorach, po czym zamęczania mnie pytaniami: Mamooo cio to za kolor?
Ja (widząc kolor nie podobny zupełnie do żadnego mi znanego, odpowiadam): Eeee... no to jest chyba jakiś taki mieszany kolor...
Tymo: Ale mamo! Jaki?!?
Ja: No to jest pewnie połączenie koloru czerwonego i zielonego i niebieskiego. Tak?
Tymo: Nie.
Ja: Eeee... To ja nie wiem.
Tymo: Mamo... no zgadnij!
Ja (czując się już zmuszona do wymyślenia czegoś): Synio ja naprawdę nie wiem... To jest taki kolor trochę jak błotko... albo kupa!
Tymo: Mamo... Nie zgadłaś. To są farby.... nie kupa!


Franko bawi się Tymowym crocsem.
Tymo (widząc to z nocnika, krzyczy): Mamoooooo!!!! Zabierz Maniowi moje crocsy!!!
Ja (z drugiego pokoju): A co on z nimi robi?
Tymo: Bawi się!!!
Ja: No to niech się bawi. Synku, nic ci z nimi nie zrobi...
Tymo: Zrobi!!!
Ja: No przestań co Franek może ci z robić z butami?
Tymo: ZJEŚĆ!!! 




środa, 21 sierpnia 2013

Gamoń mi dorasta!!! :)

Z serii "Dumne Matczysko Przedstawia":

Ogłaszam wszem i wobec, że Franko chodzi!!! :)
Długo kazał na siebie czekać... 
Dobre 2 miesiące przemieszczał się Gamoń wzdłuż mebli i ścian ale żeby się puścić to nieee... Od razu klap na tyłek i na czworaka... Ale, że Franky to wcześniak, nikt nie poganiał... i stało się.

Chodzi!

Teraz się właściwie zaczęłam zastanawiać do czego nam się spieszyło... Otóż aby utrzymać względnie bezpiecznie, uczące się chodzić dziecię, należałoby sobie zamontować oczy dookoła nie powiem czego... :)

Ale nie marudzę. Maniek chodzi, trza się cieszyć!!! :)))



Ale przecież obiecałam dwa przełomy...!
... z tym, że... hm... jakby Wam to powiedzieć... 
Jeden z przełomów okazał się być jednorazowym wybrykiem...
Chciałam się pochwalić, że Gamoń zaczął przesypiać noce, bo przedwczoraj pobił rekord nie budząc matki przez całe 10 godzin, ale niestety... 
Dzisiejsza noc obfitowała już w pobudki z byle powodu więc... 
Drugi przełom ogłaszam nieaktualnym!

Jeszcze sobie widocznie troszkę poczekamy na spokojnie przespane noce... :)




poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Bo chorowanie jest strasznie, strasznie męczące...

... tak bardzo męczące, że Gamonie najchętniej przespałyby cały dzień. 

Ale wyrodne matczysko nie pozwala... co by Gamonie w ramach wyjątku przespały grzecznie noc, bez miliona pobudek...

Ale kogo obchodzi na co matczysko pozwala, a na co nie...? 

Starszy zaszył się na kanapie i udaje, że ogląda bajkę... w rzeczywistości przycinając komara przy każdej nadarzającej się okazji...

Młodszy natomiast czeka tylko aż spojrzę w inną stronę i... kima!
Bez względu na to gdzie, jak, w jakiej pozycji... Nie przeszkadza mu hałas, pusty brzuch, niezmieniona pielucha, nic...
Sen silniejszy...! ;)







środa, 14 sierpnia 2013

Farmazon.

Jedziemy samochodem.
Ja i Tym. 
Obok nas jedzie czerwone ferrari. 

Mówię do Gamonia: Tymo patrz jakie ferrari!
Tymo: WOW!!! Jaka ćićigówa (wyścigówa)!
Ja: Fajna co...?
Tymo: Mamo... Kupisz mi taką?
Ja: Masz już przecież taką małą, czerwoną wyścigówę.
Tymo odpowiada smutno: Nie mam... 
Ja: Dlaczego?
Tymo: Zgubiłem... 
Ja: Jak to?
Tymo: No bo wiesz mamo... Byłem na spacerku, na placu zabaw... i wracałem... i upadła mi! 
Wiesz... UPADŁA MI Z SIŁ! 
I ona się zakopała w piasku... bo wtedy był taki wiatr... i ja nie widziałem jej...
Potem przyszedł taki chłopczyk i znalazł bruma. 
Ale on mi nie oddał! Bo on nie wiedział, że on był mój... bo wiatr mu nie powiedział... wiesz mamo... i koniec!

...i wiesz... musisz kupić mi nową ćićigówę... wiesz mamo?



Wygląda na to, że mój syn już wie jak sobie w życiu radzić... ;)

wtorek, 13 sierpnia 2013

Wiadro zimnej wody z rana...

Tymo: Mamo ćemu rano śendzi z buzi?
Ja: Co ci się robi?
Tymo: Śendzi z buzi!
Ja: Aaa... śmierdzi... No wiesz... W nocy buźka jest zamknięta i zbierają się tam różne brudki i dlatego śmierdzi... 
Tymo: Ale dlaczemu?
Ja: Bo jak się niedokładnie wieczorem umyje ząbki to potem te brudki, które zostają w ząbkach zaczynają śmierdzieć. Wystarczy umyć ząbki synku.
Tymo: Ale, ale mamo... 
Ja: No choć, nie marudź synek... Umyjemy ząbki!
Tymo: Mamo! Ale to nie mi śendzi! To tobie!!!



sobota, 10 sierpnia 2013

Ranne ptaszki, kupa o świcie i histeria o poranku... czyli post z cyklu "Life Of a Mother" :)

- Mamo piciu!
- Mamo siku!!!
- Mamo mój brzuch burczy!!!
- Mamooooo WSTAWAMYYY!!!! 




... i tak każdego dnia o 6.

ALE NIE DZIŚ!

Dziś do Gamoni wstał Pan Tata, pozwalając matczysku poleżeć w łóżku do 9!!!

...i co?
...i wstało matczysko z mega z bólem głowy, niczym na gigantycznym kacu! Choć wczoraj najbardziej wyskokowym spożytym napojem była muszynianka...
Ale łeb boli. Boli bo przecież za długo się spało...!

BEZ SENSU!

A jak jest zazwyczaj?
Zazwyczaj jest tak:
...najpierw jest 30 minut walki o każdą sekundę spędzoną w łóżku poprzez akceptowanie każdej ilości aut jeżdżących po głowie, skoków nad brzuchem, tuneli pod nogami, pierdziawek na brzuchu i takich tam...
Jak skakanie po rodzicach zaczyna się nudzić, najfajniejszą zabawą okazuje się bitwa z bratem... 
Gdy odgłosy z łóżka zaczynają przypominać te z pola walki, jedno z nas, ledwo ciepłych rodziców, wygramala się z łóżka wlokąc do kuchni po to piciu czy cokolwiek innego, o co burczący brzuch Tyma woła...

Chwilę później z ust matki  pada pytanie: "Tymo chcesz parówke?"
Tymo: Nie.
Ja: Napewno?
Tymo: Nie.
Ja: Tymulek byłeś głodny! Chcesz parówkę?
Tymo: Nie.

Parówki lądują na stole.

Tymo: Gdzie moje śniadanko?
Ja: Pytałam. Nie chciałeś.
Tymo: Chcę!

Więc matczysko oddaje sporą część śniadania jednemu Gamoniowi, kolejną sporą drugiemu, sama zostając z kawałkiem bułki...
Po 10 min okazuje się, że jeden Gamoń matczyną parówką podzielił się z psem a drugi skitrał ją za plecami w fotelu do karmienia i jest targowanie, coby im pozwolić na coś słodkiego choć nie od wczoraj wszyscy wiedzą, że słodkie  to tylko po obiadku...

Godzina 8.
My po 2 śniadaniach, 3 awanturach, po 2 zmianach ubrań, 3 pieluchach a cały dzień przed nami....:)

A koło godziny 10, kiedy matczysko zaczyna się powoli budzić i funkcjonować w miarę normalnie, dzieci się już oczywiście nieprzytomne ze zmęczenia... a jak!:)



I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkie MAMY!!! :)


MIŁEGO DNIA! :)




wtorek, 6 sierpnia 2013

Dumne matczysko przedstawia:)

Ja: Tymcio a umiesz napisać swoje imię?
Tymo: Pokaż mi.
Ja (pokazując jak napisać): popatrz T Y M E K...
Tymo: Tak, to umiem!
Ja: To pokaż!
Tymo: Patrz mamo... (i rzeźbi kredką na kartce, niżej zaprezentowany podpis).
Ja: No super stary! Extra się podpisałeś! 
Tymo: Ja się nie popisałem! To kredka jest... mamo... Ja się pomalowywałem!

Zatem przedstawiam własnoręczny, oryginalny, pierwszy Tymowy autograf...:)



...kto wie, ile to w przyszłości będzie warte ;)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013