piątek, 26 lipca 2013

Przemyślenia matki z rana...

Ale mam cudnych synów!!!

1. Dbają o moją dietę, zjadając mi codziennie 3/4 śniadania (żeby nie było- bezpośrednio po tym, jak zjadają swoje).
2. Dbają o moją kondycję, rozlewając o 7 rano butelkę oleju na podłogę w kuchni...
3. Dbają o moje wspaniałe małżeństwo, skutecznie powodując, że nie mam szans być atrakcyjna absolutnie dla nikogo innego, w związku z zaginioną 3 dni temu szczotką do włosów i ciuchami permanentnie usmarowanymi jakąś zupą czy kaszką...

...ale przyznam Wam się... mam na nich sposób ;) 

<3







czwartek, 25 lipca 2013

Temu lefu!

Tymo (w szale zabawy): Łaaaa, łaaaaa...!!! Ja jestem tyNDYsem!!! Bój się!!!
Ja: Aaa... ale straszny jesteś tygrysie!
Tymo: Ale ty też rycz mamo!
Ja: Ja też mam ryczeć? To kim ja będę?
Tymo: Lefem!
(Tu nastąpiła wymiana ryków)
Ja: To kto jest bardziej straszny lew czy tygrys?
Tymo: No tyndys! Bo ja jestem tyndysem! Łaaaa...!
Ja: Ale lew się ciebie tygrysie w cale nie boi! Ty się bój lwa! Łaaaa...!
Tymo: Łaaaa!!! Ja pokażem TEMU LEFU, że ja się go w cale nie BOJAŁEM!!! Bo ja jestem duży i silny i duży i taki... mamo! Patrz na mnie, patrz jaki jestem bardzo STRASZNIEJSZY!






wtorek, 23 lipca 2013

Rozmowy na dobranoc...:)

Tymo: Mamo ile ty masz lat?
Ja: Dużo.
Tymo: Ale ile? Pokaż na paluszkach! Proszę, proszę...!
Ja (pokazuję po kolei wszystkie paluszki potrzebne by uzbierała się ta, nie mała już, liczba): o tyle!
Tymo (wyraźnie poruszony): Ojej... to bardzo duzio!!!
Ja: No dużo, dużo... choć już spać glutku...
Tymo (po chwili namysłu): Mamo! To ty masz tak dużo lat jak dinobamby!!! (dinozaury)

Dobranoc Kochane DINOBAMBY! ;)





poniedziałek, 22 lipca 2013

Jagody:)

Tymo: Mamo co Manio zjada?
Ja: Jagody.
Tymo: A ja mogę też?
Ja: A zjadł pan już swój obiadek, proszę pana?
Tymo: Nie...
Ja: To już pan zna odpowiedź!

Tymo (10 minut później): Już zjadłem swój obiadek!
Ja: To co, teraz chcesz jagody?
Tymo: Nie... teraz chcę żelka! 

Manio i jego jagody:)


czwartek, 18 lipca 2013

Znowu gazatka...!

Tymo: Mamo to będzie taka gazatka!
Ja (myślę sobię "ocho... znowu!" ale mówię grzecznie):  Tak? No to słucham!
Tymo: Jest takie duże i zielone!
Ja: Hm... Ale co to jest? Zwierzę, warzywo?
Tymo: Mamoooo... ale to jest moja gazatka! Ty nie pytasz!
Ja: No dobra, dobra ale musisz mi powiedzieć coś więcej np."to jest duże i zielone zwierze"...
Tymo: A śkond ty wiesz?
Ja: Nie no... nie wiem! Zgaduję tak. Przecież to zagadka... Dobra to pytaj!
Tymo: To jest duże i zielone zwierze!
Ja: To na pewno jest mysz!
Tymo: Nieeeee... mamooo.... Mysz nie jest duża!!!
Ja: To może słoń!
Tymo: Nieeeee... mamooo... Słoń jest niezielony!
Ja: Czekaj.... duże, zielone... to może drzewo???
Tymo: Mamooo... ale ty się nie wyDUPIAJ!!! 

No to się już nie wyDUPIAM...
Miłego dnia!:)


wtorek, 16 lipca 2013

Czekając na spadającą gwiazdę...

Pan Tata nam ostatnio trochę choruje... :(
Nie wchodzimy w szczegóły ale nie ma co ukrywać- nie jest biedak w najlepszej formie...

Tymo strasznie nad tym ubolewa, szczególnie w te dni, kiedy Pan Tata nie ma siły, jak zawsze, przeczytać mu bajki na dobranoc.
Dziś był taki dzień... :(
Czytanie bajki wzięła na siebie mama.
Bajka była jedną z przygód świnki Peppy o tym, czemu spadają gwiazdy.
Zupełnie nie rozumiem czemu dzieci lubią świnkę Peppę, mi ona wydaje się strasznie durna, ale dzieci lubią więc matka miała niewiele do powiedzenia...:)

Opowieść o spadających gwiazdach i kosmosie kończyła się słowami:

"A jeśli ty zobaczysz spadającą gwiazdę... Jakie będzie twoje życzenie?"

"Żeby tata był zdrowy"- odpowiedział bez zastanowienia zaspany Tymcio...

<3






poniedziałek, 15 lipca 2013

Poimprezowo...:)

No to była impreza...:)
Fajnie było ale dobrze, że się już skończyło... ;)

Dużo dzieci, piękna pogoda, kocyk na trawie, wielkie bańki mydlane, mnóstwo zabawek, cała góra pyszności... Brzmi jak raj, prawda...?

Nie można tylko zapomnieć, że wszędzie gdzie są dzieci... są też:
- hałas, bo takiej rozwrzeszczanej gromadki nie da się utrzymać w ryzach nawet 10 sekund...
- bałagan- istny tor przeszkód między zabawkami, resztkami papieru do pakowania, raczkującymi brzdącami itp...
- ubrania usmarowane galaretką i resztkami lodów...
- i wiele, wiele innych cudnych atrakcji...:)

Ale jak brudno i głośno by nie było...
...było DOSKONALE!!!
Bo nikt mi nie powie, że jest coś wspanialszego od uśmiechu dziecka, któremu właśnie spełniło się marzenie!

A marzenia się wczoraj spełniały...:)
Jednym z nich był tort ze spidermanem, który matczysko obiecało jakoś stworzyć...
Marvel by mi licencji raczej nie dał ale grunt, ze Tymo rozpoznał kto jest na torcie i, że dało się go zjeść...;)


Przybyły też sówki muffinki, galaretki w skórkach pomarańczy i ukochane przez Tyma lody na patyku...:)



No i goście, byli też goście!:)
Wspaniali goście, którym bardzo, bardzo dziękuję za razem spędzony czas!!! :)

Zdjęć gości wrzucać nie będę bo mi się nie chcę wszystkich z osobna pytać czy nie mają nic przeciwko... ;)
Ale wrzucę z przyjęcia zdjęć kilka:






sobota, 13 lipca 2013

3 lata!

Równo 3 lata temu była sobie para młodych ludzi...


... i Pan Brzuch.
Całkiem to było zgrane trio, tylko ten Pan Brzuch miał straszne problemy z tyciem...


Cała trójka jeszcze wtedy nie wiedziała, że tylko kilka godzin dzieli ich od stania się Mamą i Tatą a Pana Brzucha zamienią na pewnego maleńkiego człowieka...
Nie mogli się nawet spodziewać, że ten maleńki człowiek tak bardzo zmieni ich życie...

A zmienił!

Przewrócił je do góry nogami,
zachlapał kaszką każdą ważną sprawę,
zaślinił wszystkie ulubione sukienki,
poprzestawiał wszystko, na każdej półce w ich głowach,
swoim głośnym śmiechem zbombardował serducha...!
... i tak ich w sobie rozkochał, że nie są już w stanie wyobrazić sobie świata bez tego Rudego Gamonia!!!

Synku 100 lat!!!!

Ogromny urodzinowy całus także dla mojego Męża, który 3 lata temu przegrał ze mną zakład, witając synka na świecie właśnie w dniu swoich urodzin! :)


Mała podróż w czasie:

1 dzień.


2 miesiące.


6 miesięcy


1 rok


2 lata


3 lata!!!




piątek, 12 lipca 2013

Ulubione wspomnienie:)

Naszło mnie na wspomnienia...
Od kiedy mam dzieci, moje życie pełne jest emocji, wzruszeń, śmiechu aż do łez a czasem łez w cale nie ze śmiechu...
Dużo, dużo się dzieje, więc i wspomnień jest mnóstwo!

To jedno z moich ulubionych wspomnień i strasznie się cieszę, że udało nam się tę chwilę uwiecznić...:)
Pierwsze spotkanie braci:



środa, 10 lipca 2013

Kiedy to, to tak urosło?

Dziś Franko kończy korygowany rok...
Czyli rok temu miał się urodzić ale, że to niecierpliwa Bestia jest od samego początku, to się wykluł wcześniej.
Jako, że wykluł się sporo za wcześnie był maciupki. Maciupki tak, że jak odbieraliśmy go ze szpitala, po miesiącu, ważył raptem nieco ponad 2 kg.
Nie trwało to jednak długo bo to przecież Wojewódzki... a nazwisko zobowiązuje więc trzeba było jeść dużo (nawet 5 razy w nocy i milion razy dziennie) co by pasować do rodzinnej kluskowatości:)
Tak samo jak niecierpliwy, ten mały człowiek jest też uparty więc dał radę:)
Teraz mało kto mi wierzy, że to wcześniak:)

...a rok temu rozczulaliśmy się, że pchełka jest wielkości butelki wody mineralnej...:)

Guess what?

Not any more!!!:)





wtorek, 9 lipca 2013

Fajnie mam!

Jedna z niedzieciatych koleżanek powiedziała mi wczoraj cytuję:
"Fajnie masz, że możesz korzystać z tej pogody i siedzieć sobie cały dzień z dzieciakami w parku..."

No fajnie mam.
Bardzo fajnie!
Żeby nie było:
Ja swoich synów uwielbiam i bardzo doceniam, że mogę spędzać z nimi czas i patrzeć jak rosną!
Zazwyczaj jest fajnie. Często jest super fajnie! Ale czasami...
Czasami jest tak, że nie wiadomo czy się śmiać czy płakać...
Ostatnio było właśnie tak... opowiem Wam, żebyście wiedzieli o czym mówię:

Wybrałam się z Gamoniami na spacer, na Filtry. Koło 2 kilometrów do przejścia więc tragedii nie ma.
Franko w rozklekotanym maclarenie, Tymo na swojej biegowej strzale. Droga do parku idzie nam zawsze super tylko z powrotem zawsze jakoś bardziej pod górkę...
Wracamy zatem. Żar się z nieba leje... Tymo jedzie co raz wolniej, Franko marudzi co raz głośniej a tu jeszcze ponad połowa drogi przed nami. W pewnym momencie słyszę za sobą to, czego usłyszeć bardzo nie chcę...

 "Mamooo moje nóżki są zmęczone!"

Różnymi magicznymi sposobami udaje mi się zmusić go do przejechania na rowerku jeszcze kilkunastu metrów w rezultacie jednak Tym ląduje w wózku. Franka wrzucam w nosidle na plecy i ruszamy dalej.
W planach są jeszcze do kupienia owoce i bób dla taty więc to nie przelewki. Trzeba się toczyć dalej.
Dochodzimy do straganu z warzywami gdzie okazuje się, że brakuje nam gotówki. Szybka zawrotka do bankomatu- nieczynny. Dymamy więc naokoło do innego bankomatu, potem do innej budy z warzywami.

Udało się!

Franek całkiem przykleił mi się już do spoconych pleców, Tymo w między czasie zdążył się przeokrutnie znudzić. Widząc maliny w siatce otwiera alarm, że jest strasznie głodny i natychmiast musi je zjeść! Maliny lądują na Tymowych kolanach. Dostrzega je Franko i szybko okazuje się, że jeśli i on nie dostanie malin, moje bębenki tego nie przeżyją... Młodszy Gamoń otrzymuje zatem dwie maliny w małe łapki (będąc ciągle przyklejonym do moich pleców)...
Toczymy się dalej... Pierwszy napotkany krawężnik iiii BUM! Ciągle mam przed oczami slow motion z malin szybujących nad Tymkowymi nogami po czym dramatycznie rozsypujących się na chodniku... Jest rozpacz. Dzika i czarna...

Zawracamy! 

Nowe maliny są. Pożar ugaszony. Kolejny przystanek to samochód w którym musimy zostawić rowerek, chwilowo zawieszony na budzie wózka. Zaraz obok torby, piłki i trzech siatek z zakupami... Karawana normalnie... Pod samochodem okazuje się, że jak zwykle wsiąkły nam gdzieś kluczyki... Próby znalezienia ich przeciągają się co raz bardziej... Kończy się na torbie rozłożonej na chodniku.
Tymo prawie śpi w wózku, Franek zajął się malinami tak bardzo, że czuję, że ich sok zaraz wycieknie mi nogawką...
Są kluczyki.
Rower w aucie.

Ostatnia prosta... Tak mi się przynajmniej zdaje.

Wpadamy do domu. Zdejmuję z pleców Franka wyglądającego jak mały zombie. Tymo jeszcze nie zdjął butów ale już krzyczy: "mamoooo sikuuuuu!"...
Sadzam Tyma na nocnik, sama próbuję odkleić z pleców zamalinowaną bluzkę. Wychodzę z łazienki na 10 sekund. Nie zdążyłam zdjąć bluzki a w łazience awantura... Wpadam: Tymo stoi jak ostatnia gapa bez gaci, Franek z uśmiechem od ucha do ucha macha nocnikiem... Nie muszę pisać co się stało z jego zawartością. Wyganiam Tyma, wynoszę Franka, myję podłogę i słyszę, że Tymo wlazł do kuchni, w której siedzi pies zamknięty na czas nieobecności.
Jest cicho. Za cicho.
Pies zawsze wybiega i z radości robi dużo hałasu. Chyba, że nabroi...
Przeczuwając kłopoty wchodzę do kuchni w której okazuje się, że psa w zasadzie nie trzeba już wyprowadzać na spacer...
Myję podłogę, zdejmuję bluzkę, padam na gębę...

Fajnie mam co? :)

A tak właśnie wygląda nasza karawana...
Podwójnie załadowany, w zasadzie mocno przeładowany, rozklekotany maclaren...:)




poniedziałek, 8 lipca 2013

Upalne popołudnie...

Chłopcy siedzą na balkonie i bawią się kolorowymi spinaczami do pościeli...
Wiem, wiem kreatywnie aż do bólu ale popołudniami mi już brakuje pomysłów...

Tymo: Mamooooo.... pinacz spadł!!!
Ja: Jak to się stało?
Tymo: No bawiłem się i robiłem kółka, kółka i on spadł!
Ja: A jeden tylko?
Tymo: Eeeeee... jeden!
Ja: Tak? A jakiego koloru? 
Tymo: Lelony, żółty i blue!
Ja: Aha... a mówiłeś, że spadł jeden... 
Tymo: Jeden spadł... i potem jeden spadł... i potem jeden! I już koniec!


piątek, 5 lipca 2013

Mamo, ty lubisz biegać?

Tymo: Mamo, ty lubisz biegać?
Ja: Lubię.
Tymo: A dlaczemu?
Ja: Bo to fajnie tak sobie czasem pobiegać. Ty też przecież lubisz biegać.
Tymo: Bardzo lubię i super szybko biegam!
Ja: No pewnie skarbie!
Tymo: A ty biegasz sama, sama mamo?
Ja: No sama.
Tymo: A ja nie lubię biegać sam.
Ja: Bo ty jesteś dzieckiem i lubisz biegać z innymi dziećmi...
Tymo: A będziesz dziś biegać mamo?
Ja: Może tak. Synuś czemu ty mnie tak pytasz o to bieganie, co?
Tymo: Bo Manio zjada ci buty!





czwartek, 4 lipca 2013

Dzień jak co dzień:)

Nie codziennie moje Potworki mówią czy robią coś super śmiesznego (choć w sumie prawie codziennie)... :)
Nie codziennie też wymyślamy sobie jakieś super fajne zajęcia.
Ale codziennie staramy się fajnie spędzać czas, dobrze się bawić i korzystać z pogody w najlepszym towarzystwie:)

A po takich cudnie spędzonych dniach mamy trochę zdjęciowych wspomnień:)

Upał w misce:)


Malowanie paluchami i nie tylko:)




Trampo!:)




Maniek:)



Pies! Dorwę psa!!!


...dobra... jednak się go boję...


piaskownica:)


 iphone z rana...:) Bezcenne 3 min kiedy się o niego nie biją... :)


Glutki:)


Rudy irokez :P



Mama.



 Przyjaźń!





poniedziałek, 1 lipca 2013

Strachy na lachy:)

Nie wiadomo czy po mamie czy po tacie (bo oboje równo skrzeczymy w samochodzie) ale Tymo śpiewa!:)

Czasem lepiej, czasem gorzej... Często całkiem po swojemu ale śpiewać przecież każdy może:)))