środa, 27 kwietnia 2016

Punkt widzenia...

Remont w przedszkolu zafundował mi dzień z dziećmi.
Miała być rowerowa wyprawa do parku ale z kolei pogoda zafundowała nam zmianę planów.
Kulki!
Ja nie lubię bo głośno, brudno, tłoczno ale dzieci kochają miłością bezgraniczną. Że w tygodniu mniej tłoczno to się zgadzam.
Wsiadamy do auta. Shit...- nie działają wycieraczki. Jedną przecznicę mamy do warsztatu to się toczę w nadziei, że szybko pomogą.
W warsztacie gościu mnie spławia, że może po południu, albo jutro bo od ręki to się nic nie da.
Zostawiamy grata.
Dzieci w żałobie.
Serce mi pęka, głowa kalkuluje za i przeciw wyprawy komunikacją.
Miny dzieci wygrywają z głosem rozsądku. Jak zawsze.
Z jedną dziecięcą parasolką idziemy po przygodę!
Hasło "panowie idźcie razem pod tym parasolem" kończy się po 300 metrach młodszym utopionym w kałuży.
Mokre spodnie, mokre buty= awantura.
Chowamy się w jakimś biurze ubezpieczeń, przebieram Gapę i idziemy dalej. Franio ryczy (bo przecież buty mokre). Na przystanku się okazuje, że automat nie działa, trzeba szukać kiosku (Franio dalej ryczy).
Mamy bilet. Tramwaj stoi. Pędzimy na przystanek.
Biegniemy tak szybko, że muszę trzymać młodszego już nieco nad ziemią, żeby się nie wypierniczył znowu.
Wciskam te guziki przy drzwiach i nic. Leje kurza stopa co raz bardziej.
Podchodzę do drzwi kierowcy, macham, się szczerzę jak debil, ten otwiera swoje drzwi, żeby nas ze stoickim spokojem poinformować, że on już nie stoi na przystaniu tylko kawałek dalej i nas nie wpuści.
O!
Stoi tam jeszcze ze 4 min i odjeżdża.
#%*%###%%  jeden!!!
20 minut do następnego. Bosko.
Leje dalej ale o dziwo Franek przestaje ryczeć. Na jakieś 3 minuty przestaje bo zaraz potem rozpędzone auto funduje nam prysznic i kolejną falę awantury.
Nie no BASTA! Orzekam, że wracamy do domu bo ja mam dosyć.
Ryczą obaj.
Podjeżdża tramwaj.
Wsiadamy no bo przecież no.
Po 3 przystanku młodszy odpływa... Jako, że nic tak nie męczy jak solidna histeria to se można przyciąć komara w mokrych ciuchach przyklejając się do matki. Przecież.
Dojeżdżamy. Dalej leje.
Do przejścia ze 300 metrów ale w tym deszczu i z glutem na rękach łatwo nie jest (Franek dalej śpi, łamane na ryczy).
Docieramy na miejsce.
Wszystko mamy mokre, ja wykończona z poczuciem naprawdę absolutnie koszmarnego, paskudnego, pechowego dnia...
A Tymo nagle:

"Mamo mam nadzieję, że to nie sen bo mam taki wspaniały dzień... "


środa, 19 sierpnia 2015

Ile nóg ma jamnik?

Pomagam Tymowi założyć spodnie mówiąc:
Ja: Jedna noga... druga noga...
Franko: Trzecia!!! 
Ja: A to ciekawe. Od kiedy twój brat ma trzy nogi?
Franko: Hmm... No nie ma. Roxie ma!!!
Ja: No nawet więcej. Ile Roxie ma nóg?
Franko: Jeden, dwa, trzy... yyy... siedem!!! 
Ja: No chyba nie. Policz jeszcze raz. 
Franko: Nie będę! Ona się rusza i wstaje i ja nie mogę jej...
Nie mogę jej ZALICZYĆ!!!

Bez skojarzeń Drodzy Państwo! :D


Korzystając z okazji dementuję plotki  że nasz jamnik wyhodował siedem nóg ;)

Roxi i Franko dokładnie 3 lata temu i dziś :)








Nie widziałem i nic nie słyszałem... :D

Jeszcze dla przypomnienia mój ulubiony filmik w 100% oddający to co zawsze słyszy matka rodzeństwa zadając pytanie:

 "kto to zrobił?" :D







wtorek, 18 sierpnia 2015

Zbiorowo :)



Wstyd i hańba!
Wiem.
Nie było nas 100 lat albo i ze 150...
Czasem coś tam się jeszcze na fb pojawiało ale na smarowanie postów czasu zabrakło.
Obiecujemy poprawę, prosimy o pokutę... ;)
Tymczasem wrzucam zbiorowo wszystko co w ostatnim czasie wrzucaliśmy na fejsa a wyszła z tego niezła kupa śmiechu więc...

ENJOY :D


Podjeżdżamy pod dom.
Ja z Frankiem wychodzimy z auta.
Kacper z Tymem jadą na myjnie.
Franko nie zauważywszy okrojonego składu rodziny, pędzi do klatki krzycząc: 
"Ścigamy się, ścigamy!!!! Tymek bieg za mną!!!"
Dobiega do klatki i z triumfem stwierdza: 
"Pierwszy! Wygrałem!!!"
Nagle dostrzega deficyt brata i tak rzecze:

"A gdzie mój Tymek?!?
Zgubił mi się. 
No zgubił się.
I gdzie ja teraz znajdę takiego Tymka? 
Mamo.
No mamo!!! Słuchaj! Przecież my teraz musimy go znowu wyjąć z twojego brzuszka!!!"

----------------------------------------------------------------------------

Franko ogląda Klub przyjaciół Myszki Miki.
Miki zwraca się do dzieci: "wołajcie za mną: TELESKOP!"
Franko krzyczy: "telesko, telesko, telesko...!!!"

"...mamo a kto to jest teleska?"

----------------------------------------------------------------------------
Tymo:
"Bo to picie było takie gazonowe.
Gazonawe.
Gazonowane.
No wiesz, takie szczypiące w nosek!"

-----------------------------------------------------------------------------

Ścieram kajzerkę na tarce.
Zazwyczaj tego nie robię bo mi się nie chce ale akurat skończyła się bułka tarta do panierki.
(Nie pytajcie proszę czemu smażę kotlety o 8 rano) ;)

Franko wpada do kuchni i głosem pełnym oburzenia krzyczy:

"Co zrobiłaś z moją bułką?!?
Zniszczyłaś ją!!!"

------------------------------------------------------------------------------

Franko: Mamooo...!!! Zepsuł mi!!!
Ja: Co, kto?
Franko: Tymek!!!
Ja: Na pewno?
Franko: Tak!
Ja: Ten sam Tymek, który jest w łazience?
Franko: Tak! 
Ja: To jak on to zrobił?
Franko: No właśnie nie wiem!!!

























--------------------------------------------------------------------------------

Ja: Franko patrz!!! Felek i ciocia jadą samochodem bez dachu!
Franko (ze szczerym politowaniem w głosie): Ojej... Dlacemu? Nie starczyło pieniędzy?

---------------------------------------------------------------------------------

Franko: Kocham cie jak batman bardzo.
Ja: To batman tak bardzo mocno kocha?
Franko: Nie... Ja kocham batmana bardzo! ...i ciebie trochę też.

























-------------------------------------------------------------------------------

Tymo: Mamo, wiesz co mi się przydarzyło baaaardzo dawno temu?
Ja: No co takiego?
Tymo: Jak miałem 4 lata to chciałem wejść na łóżko i spadłem!!!
Ja: Ojej a dlaczego spadłeś?
Tymo: No bo ja wtedy przecież byłem jeszcze dzieckiem!!! 

Przypominam, że Tymcik mówiąc to miał równo 5 lat i tydzień :D
 




środa, 1 kwietnia 2015

Pisanki.

Dekorujemy pisanki.

Tymo wycina z serwetki jakiegoś zajączka.

Tymo: Ałć... Nożyczki trafiły mnie w policzek!

Ja: Synu uważaj bo te pisanki to się zaraz skończą dziurą w buzi, a ja nie mam dziś ochoty na wycieczkę do szpitala...

Tymo: Co? Nie chcesz jechać do szpitala z pisanką w buzi...? No... Ja w sumie też nie.


Swoją drogą... Wycinał te zajączki i wycinał a wyszło jak zawsze :D








wtorek, 17 marca 2015

Jak w dwóch słowach podsumować matczysko.

Zbieram się do pracy.
Pierwszy raz w tym roku zamierzam do tej pracy dotrzeć na rowerze zatem kręcę się po mieszkaniu w kółko, trzeci raz pakując i przepakowując potrzebne rzeczy ze wszystkich toreb w jakiś durny plecak.
Tymo siedzi na kanapie i patrzy.
Już wie, że matce się nie wchodzi w drogę w takich sytuacjach ;)

Ja finiszuję. 
Zadowolona przymierzam wypchany do granic możliwości plecak. 
Efekt rozczarowuje mnie dość mocno zatem stwierdzam:
"Cholera! Ale to ciężkie i niewygodne!!!"

Na co znudzony Tymo odpowiada: 

"No. Najgorzej."

:D